Słowackie zakupy


Dziś odwiedzam słowackich sąsiadów! W zasadzie nie moich, bo obecnie nie dzielę z nimi granicy, ale w sercu zawsze nimi pozostaną.  Można się tu poczuć jak w Polsce, bo fizjonomia ludzi jest bardzo podobna, rysy twarzy jak w Polsce, postura także (miło zobaczyć w końcu wysokich ludzi 😉 ), styl ubierania i język prawie tak śmieszny jak czeski.

Jestem tu tylko na kilka godzin, ale w pierwszym lepszym sklepie udało mi się zrobić małe zakupy witariańskie.

foto (19)yes

foto (18)yes

Takiego gomasio z lnem jeszcze nie widziałam: sezam, len, sól i spirulina

foto (17)

U mnie praktycznie nie można dostać kiszonej kapusty, a jak już gdzieś jest, to w puszce. Sok z kiszonej kapusty jest u mnie nie do zdobycia, a dla mnie rarytasem i nie mogłam go nie kupić 🙂

IMG-20131229-WA001yes

Kilka rodzajów krakersów. Uświadomołam sobie, że jeszcze nigdy nie jadlam surowych krakersów! Chlebki surowe tak, w kilku witariańskich restauracjach, ale jakoś nigdy do krakersów mnie nie ciągnęło, nie spotykałam, a nie lubie zamawiać za bardzo jedzenia przez internet. Jestem starej daty 😉 ale chyba się muszę przełamać.

IMG-20131229-WA000yrs

Na koniec tego wpisu zamieszczę kilka zdjęć ze śmiesznymi napisami po słowacku:

unnamed

unnamed (1)

IMG-20131228-WA000

Ania
About me

To update Biographical Info , go to: http://yourwebsite/wp-admin/profile.php

2 Comments

Vi
Reply January 2, 2014

I jak smakują te krakersy?

Raw Body and Soul
Reply January 3, 2014

Pyszne, szczególnie te marchewkowe :)

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *